Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb osób odwiedzających.
Zmiany ustawień dotyczących plików cookie można dokonać w dowolnej chwili modyfikując ustawienia przeglądarki.
Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.
Zamknij
Dzisiaj jest środa, 19 grudnia 2018

Kolejowa Toplista
Puls - nie jesteś sam!


1_procent


opp



 Przekaż Twój 1% dla naszego OPP - Program e-pity online do rozliczania PIT 2012



www.expresspaczka.pl
sebastian@expresspaczka.pl
Napisz do nas Galeria

MAJCHRZAK JERZY PIOTR

 MOJE WSPOMNIENIE O PROFESORZE

/esej Mieczysława Bonisławskiego/

Najwybitniejszy zielonogórski regionalista, był znanym popularyzatorem historii pogranicza śląsko - łużyckiego. Urodził się w 1940 r.,  zmarł 2  marca 2011 r. w Świebodzinie. Historyk i historyk literatury, doktor habilitowany. Z domu rodzinnego wyniósł znakomitą znajomość języka niemieckiego. Pochodził z rodziny polskich emigrantów, którzy przed II wojną światową pracowali w łużyckim zagłębiu węgla brunatnego w okolicach Złego Komorowa/Senftenberga. Po wojnie rodzina osiedliła się w nieodległym powiecie żarskim. Młodość profesora związana była z Kunicami. Ostatnie lata spędził w Świebodzinie (gdzie zamieszkał) i w Sulechowie (gdzie pracował). Od września 2005 r. należał Sulechowskiego Towarzystwa Historycznego.

Absolwent zielonogórskiego Liceum Pedagogicznego oraz Uniwersytetu im. Adama Mickieiwcza w Poznaniu. Doktorat obronił na Uniwersytecie Brandenburskim, a habilitację na Uniwersytecie Drezdeńskim. Ukończył germanistykę, historię i etnografię. Był wykładowcą i pracownikiem naukowo-badawczym państwowej służby archiwalnej, a także dyrektorem Archiwum Państwowego z siedzibą w Starym Kisielinie. Przed śmiercią pracował jako profesor Instytutu Turystyki i Rekreacji w Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Sulechowie.

Wielu nie tylko Lubuszan historię, przede wszystkim regionu, poznawało dzięki jego popularnym książkom, w których wiedza doskonale komponowała się ze zdolnościami literackimi. W naszej pamięci pozostanie jako niewysoki pan, charakterystycznie wymawiający "r”, którego opowieści z peryferii historii można było słuchać godzinami.

Profesora poznałem opracowując na zlecenie Urzędu Miasta historyczny szlak miejski w 1997 r. Poprosiłem go o konsultację treści tablic edukacyjnych, czym naraziłem się paru znajomym historykom, tzw. zawodowym, z Muzeum Ziemi Lubuskiej i ówczesnego WSP. Nie jest tajemnicą, iż swoisty sposób przekazu wiedzy historycznej, połączony z oryginalnym warsztatem poznawczym Profesora, powodował wobec niego pewną opozycję historyków związanych z zielonogórskim  środowiskiem naukowym. Naukowcy i muzealnicy nie byli najwyższego zdania o warsztacie Profesora, nierzadko traktowali go jak amatora. Mimo tego a może przede wszystkim, dlatego, ze jak mało który historyk umiał opowiadać o dziejach środkowego Nadodrza z pasją, pracownicy nauki zarzucali mu, że zbyt często beletryzował dokumenty. Nie przeszkadzało to w tym, że uwielbiali go wszyscy czytelnicy i ludzie spragnieni opowieści z przeszłości regionu.

Dlatego kiedy rozpoczynałem cykl "Środy Przytockie", nawet przez chwilę się nie namyślałem kogo zaprosić na inauguracyjny wykład. Oczywiście pewniakiem był profesor Majchrzak. W ciągu dwóch godzin niemal zahipnotyzował starszych, młodszych i najmłodszych mieszkanców Przytoku, którzy z rozdziawionymi gębami słuchali na szkolnym korytarzu o pewnej żonie pastora z Sulechowa, w której zakochał się Goethe i o panu na zamku w Przytoku, który za zdradę księcia Poniatowskiego nie mógł zaznać po śmierci spokoju i nocami miotał się po przytockim parku...

Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że za kilka lat będziemy z Profesorem akademickimi kolegami z jednej katedry (zakładu). I wtedy właśnie nastąpiła swoista katastrofa. Otóż Profesor w cyklu popularnych artykułów w Gazecie Lubuskiej i Wyborczej opisał kolej szprotawską. Były to pierwsze publikacje o kolei szprotawskiej w historii lubuskiej publicystyki, zatem, można by powiedzieć o Profesorze, iż stał się w ten sposób odkrywcą kolejki dla świadomości publicznej. W latach 90-tych XX w. temat kolei szprotawskiej publicznie nie istniał. Istniały tory, po których od czasu do czasu przejechał pociąg towarowy z węglem lub spirytusem. Poza miastem o kolei rozmawiano przy okazji spotkań rodzinnych, prawie tak samo, jak rozmawiano o dziadku z I wojny. Majchrzak stał się odkrywcą i pionierem, przywrócił kolejkę pamięci publicznej. Z inspiracji jego artykułami korzystał Lisowski, pisząc swój pamiętny artykuł dla "Pionierów".

Niestety, nie wiedzieć czemu, Profesor przetłumaczył nazwę Kleinbahn, jako... kolej wąskotorową... Była to oczywista pomyłka, na której bazował również Lisowski, powielając ten sam błąd. Jako kolega akademicki z PWSZ w Sulechowie, próbowałem przekonać Profesora, że błędnie zinterpretował tę nazwę, a kolej była normalnotorowa. Jednak Profesor pozostał niewzruszony. Wysłał mnie wprawdzie z ramienia Sulechowskiej Alma Mater na konferencję do Legnicy (przedstawiałem tam naukowe opracowanie tematu dziedzictwa kulturowego kolei szprotawskiej, jako przedmiotu działalności wychowawczej w szkole i w stowarzyszeniach), ale ja dalej mówiłem o kolei normalnej, a Profesor z politowaniem patrzył nam mnie, wiedząc swoje, iż była to kolej wąskotorowa.

Kontakt Profesora z koleją szprotawską był zatem nacechowany tym, czym cechowało się i całe życie Profesora. Dwoma skrajnościami. Historycy Profesora nie za bardzo tolerowali w zacnym gronie, czytelnicy - uwielbiali. Tak samo z jednej strony Profesor przywrócił pamięć o kolei szprotawskiej, a z drugiej strony zupełnie namieszał wszystkim w głowach. Niewątpliwie jednak, to Profesor był akuszerem przy narodzinach mitu kolejki, to on dał asumpt do badania jej historii i wprowadził jej tematykę do kanonu lubuskiego krajoznawstwa. Można rzecz, iż u progu definitywnego zakończenia działalności kolejki, w momencie, gdy zjechał z torowiska ostatni skład J. P. Majchrzak zamknął drzwi od pokoju z napisem infrastruktura transportowa, wprowadzając jednocześnie szprotawiankę na salony  intelektualnej przygody odkrywców.

Z żalem muszę się przyznać, iż przez ostatnie kilka lat nie miałem przyjemności spotkać Profesora. I niestety, nieubłagalnie pędzący czas spowodował, iż póki co nie dowiem się, czy Profesor w końcu zmienił zdanie co do znaczenia pojęcia Kleinbahn ? Mam jednak nadzieję, na spotkanie gdzieś tam, w błękicie, być może w trójkę, wraz z tajnym radcą Friedrichem Lenzem, a może w czwórkę, ze "Słońcem Austrelitz" z Oberstadt i wtedy, kto wie... ? Może Profesor zmieni zdanie... ? 

BIBLIOGRAFIA (opis)

Debiutował znakomitą książką "Na peryferiach historii" (1987), następnie wydał takie książki, jak  "Na tropach Zielonej Góry. Opowieść o mieście" w 1993 r. Potem wydał: "Civitas Sprotavia". (Opowieść o dawnej Szprotawie) (1994), "Terra Sarove". Ziemia Żarska. Czas i ludzie (1995), "Brama". Krosno Odrzańskie ongiś (1995), "Brama II". Krosno Odrzańskie 1945-1989. Wzloty i upadki miasta (1997) , "Miasto ze złotym lwem w herbie". (Opowieść o starym Lubsku) (1998), "Szaleństwa wiary albo procesy czarownic w Zielonej Górze" (1999), "Suibusium felix..." Epizody z 700 lat dziejów Świebodzina i okolic (2001), Mity, Fakty i Ploteczki z zielonogórskiej winnej beczki (2001), "Encyklopedia Ziemi Żarskiej" (2002), "...więcej niż życie". (Dorota Talleyrand-Perigord i jej czasy). (2004), Wędrowanie w przeszłość. Zapiski encyklopedyczne o Zielonej Górze i okolicy (2005), Świątynne metamorfozy. Z dziejów zboru kalwińskiego w Sulechowie (2007), Z dziejów sulechowskiego zamku (zamek na peryferiach miasta) (2010).

Przez wiele lat co tydzień drukował felietony historyczne "Wędrówki sentymentalne" w "Gazecie Lubuskiej", będące dziś często przyczynkiem do opracowań o przeszłości miasta.  Podobny cykl prowadził na łamach zielonogórskiej mutacji Gazety Wyborczej. Miał też swój program w loklanej telwizji TV51.



Serwis powstał i funkcjonuje dzięki środkom finansowym Gminy wiejskiej Zielona Góra